Kiedy decydowałam się na założenie rodziny, miałam szereg wątpliwości. Zastanawiałam się, czy pogodzę bycie mamą z pracą zawodową, czy przetrwam poród, czy poradzę sobie z opieką nad noworodkiem. Targały mną również wątpliowści natury egzystencjalnej, typu: czy w ogóle jest sens wydawać na świat pełen wojen i zła kolejne istnienie? Kiedy wreszcie odpowiedziałam sobie na to pytanie twierdząco, rozpoczęłam systematyczne planowanie.

Mój pierwszy raz… bycia mamą.

Zawsze lubiłam planować. Wyobrażałam sobie koniec drogi, zanim na nią weszłam, odkąd pamiętam. Jak kot, stawałam w miejscu, skąd widać było rzeczy dookoła mnie najlepiej. Nie mogło być mowy, by teraz stało się inaczej.

Planowanie rodziny zaczyna się już w dzieciństwie. Opieka nad zwierzętami, zabawa w lalki, kontakt z młodszym rodzeństwem, to tylko niektóre rodzaje aktywności, które przygotowują nas do bycia rodzicami. I w końcu dorastamy. Przychodzi moment, kiedy w związku małżeńskim czujemy się na tyle bezpiecznie, że chcemy zaopiekować się maleństwem.

Pamiętam dzień, kiedy trzymając niemowlę w moich ulubionych pasach Baby Bjorn, dzięki którym miałam wolne ręce, kiedy maluch rozglądał się po świecie, zauważyłam w oczach dwóch młodych dziewcząt zazdrość. Byliśmy wtedy z mężem w jakimś małym polskim barze mlecznym w porze obiadowej. Zastanowiło mnie wtedy, skąd wzięła się ta wyraźnie odczuwalna zazdrość. Co działo się w głowach i sercach tych młodych osób, które pragnęły także zostać mamami?

Myślę, że kotłowały się w ich głowach te same myśli i obawy, które towarzyszyły mi kilka miesięcy, kilka lat wcześniej. Czy chcę być mamą? Jak sobie poradzę z macierzyństwem? Czy nie zabraknie nam środków do życia? Czy mój mąż będzie mnie kochał tak samo jak przed urodzeniem dziecka? Te i inne myśli przychodziły mi do głowy na długo przed decyzją o założeniu rodziny.

Teraz widziałam, jak młode osoby z Polski, w której nie łatwo jest utrzymać finansowo nawet tylko samego siebie, patrzyły na mnie, jak na kobietę sukcesu: mamę ze zdrowym dziecięciem na ręku, obok uśmiechniętego mężczyzny, który miał czas i pieniądze na obiad dla wszystkich swoich bliskich. Nie zdawałam sobie wtedy sprawy, że taka scenka rodzajowa może być dla niektórych niedoścignionym marzeniem. Mieszkaliśmy w końcu na emigracji, a dziewczyny patrzyły na nas z perspektywy łódzkiej szarej rzeczywistości.

Dane mi było urodzić swoje pierwsze dziecko w wodzie. Z namysłem wybrałam salę porodową w Saint Mary’s hospital w Londynie. Hotel pięciogwiazdkowy niech się schowa. By móc tam urodzić, musiałam spełnić jeden warunek: mieć dobre wyniki badań. Własny pokoik z łazienką, wygodne łóżko dwuosobowe, pełne wyposażenie dla maleństwa, przemiła opieka pielęgniarska.

W akcji porodowej pomagały mi dwie kobiety: Hinduska i Angielka. Pamiętam, jak nad ranem zmieniały się przy mojej wannie, a na odchodne, moja Angielka pocałowała mnie w czoło i powiedziała, że byłam bardzo dzielna. Nigdy z żadnego tzw. sukcesu nie czułam się aż tak dumna, jak wtedy, kiedy ujrzałam wyłaniającą się z wody maleńką istotkę: naszą córeczkę.

Każdy kolejny dzień był dla mnie jak nowe odkrycie. Poznawałam swoje maleństwo z zaciekawieniem, a obserwowanie córeczki podczas ssania piersi, zabawy, spania, skłaniało do refleksji, które musiałam zapisywać, aby nie uleciały w niebyt zapomnienia. Patrząc na córkę, dostrzegałam zarówno mądrość, jak i niezwykłe poczucie humoru Stwórcy. Czułam się, jak Jego prawa ręka na służbie opieki nad Nowym Życiem. A służba, jak wiadomo, to nie drużba, także lekko nie było. Istnieją oczywiście plusy i minusy macierzyństwa. Nie koloryzuję tego doświadczenia: piszę o faktach.

Córka rosła jak na drożdżach. Kiedy zaczęła raczkować, czułam się jak jej osobisty bodyguard, który za spuszczenie jej z oka na pięć sekund, mógł zostać ukarany poważnym okaleczeniem malucha. Musiałam wypracować w sobie umiejętności przewidywania i szacowania ryzyka do perfekcji, chcąc uniknąć niebezpieczeństwa. Nie było mowy o zaangażowniu w jakikolwiek inny rodzaj aktywności niż pilnowanie dziecka przed zagrożeniem. Oddawanie córki pod opiekę, nawet na krótki czas, także wiązało się z poczuciem dyskomfortu odpowiedzialności, że przecież, jeśli coś się stanie, nie wybaczę sobie tego do końca życia. Ten niepokój nie dawał mi możliwości wykonywania pracy zawodowej przez pierwszy rok życia dziecka. I bardzo dobrze. Uważam, że ten czas matka powinna przeznaczyć wyłącznie na kontakt ze swoim maleństwem. Obie strony potrzebują poczucia bezpieczeństwa i rozwoju tej intymnej więzi dla dobra całej rodziny.

Postanowiłam napisać książkę o stawaniu się mamą po raz pierwszy w życiu z myślą o kobietach, które mają te same wątpliwości i pytania, jakie rodziły się w mojej głowie kilkanaście lat temu.

Ebook podzielony jest na cztery większe rozdziały, obejmujące tematykę: poczęcia, ciąży, porodu i pierwszego roku życia dziecka i nosi tytuł: “Być mamą. Poradnik dla par planujących poczęcie”.

Możesz zapytać: po co mi ta książka?

Zawsze łatwiej jest iść drogą, którą już ktoś wcześniej wykarczował. Pisząc ten ebook dotykałam tematów, które były dla mnie samej nowe. Opisuję w nim szereg spraw, o których nigdzie nie przeczytałam, zanim sama nie doświadczyłam. Dzielenie się osobistym doświadczeniem jest jak prowadzenie za rękę kogoś, kto idzie po omacku. I taki jest cel tej książki: pomóc Ci przejść tę drogę, zmniejszając Twój lęk i wątpliwości, a wzmacniając odwagę i poczucie pewności siebie oraz otwartości na przygodę życia.

Jeśli zapytasz: co zyskam, kupując ją?

Mając tego ebooka, możesz uniknąć błędów, które ja popełniłam, podczas przygody stawania się matką po raz pierwszy (np. pakując się do szpitala, jak na wyprawę górską). Zdobędziesz praktyczną wiedzę na szereg tematów związanych z tym etapem życia: jakie przedmioty okazały się dla mnie najbardziej przydatne w pierwszym roku życia dziecka i dlaczego, jaką wyprawkę przygotowałam i dlaczego. Jakie niebezpieczeństwa czyhały na nas i jak ich uniknęliśmy. Uzyskasz informacje, jak przebiega poród w ogóle oraz jak to jest urodzić w wodzie – może warto rozważyć tę opcję? Zdradzę Ci sekret, co mi najbardziej pomogło w przetrwaniu bólu porodowego oraz jak ćwiczyć asertywność, kiedy skurcze nie pozwalają już mówić. Dowiesz się, jak sobie radzić ze zmęczeniem podczas bezsennych pierwszych nocy po porodzie, jak opiekować się maleństwem, czy karmić piersią i jak to robić.

Twój partner życiowy zadaje sobie na pewno także mnóstwo pytań, jako przyszły tata: czy jest odpowiednim materiałem na ojca? Czy powinien być przy porodzie? Czy jest gotowy, aby stać się ojcem? W tej książce znajdzie odpowiedzi na szereg tego typu wątpliowści. Dowie się, jak może pomóc ci praktycznie podczas akcji porodowej, jak może cię wspirać w tym trudnym czasie, co mówić, abyś poczuła się kochana i zaopiekowana, co powinien zapakować do szpitala i na co zwrócić uwagę w kontakcie z personelem szpitala, kiedy Ty nie będziesz w stanie już nic powiedzieć.

W naszych czasach wiele par stara się o potomka długo i niestety – bez skutku. Czytając mój poradnik dowiesz się, co możesz zrobić, aby zwiększyć swoje szanse na poczęcie zdrowego dziecka. Poruszam w nim zarówno praktyczne jak i duchowe aspekty tego problemu.